niedziela, 1 października 2017

Children Of The Stars [a.k.a kolejny niedokończony projekt]

Robin z pewnym zaskoczeniem odkrył, że cała jego drużyna popadła w swego rodzaju rutynę. Dzień w dzień członkowie Młodych Tytanów snuli się po wieży lub mieście w poszukiwaniu rozrywek, a drobne kradzieże czy włamania, którym trzeba było stawić czoła prawie wcale nie pomagały w zabiciu nudy. Po rozbiciu Bractwa Zła na wolności pozostało tylko kilkoro drobnych rzezimieszków, którzy nie stanowili praktycznie żadnego zagrożenia. Jump City na kilka miesięcy pogrążyło się w błogim spokoju, a mieszkańcy miasta z ulgą powitali pierwsze lato wolne od potworów i złoczyńców.
Niestety, dla naszych bohaterów nie oznaczało to niczego dobrego. Wraz z początkiem września Robin został zaproszony na spotkanie z władzami miasta, na którym otrzymał wiadomość o planowanym zburzeniu wieży T oraz eksmisji drużyny - w okresie pokoju utrzymywanie budynku, jak i nikomu niepotrzebnych herosów było zbyt kosztowne i nieopłacalne. Liderowi drużyny udało się wywalczyć tylko sześć miesięcy, w ciągu których mogłoby wydarzyć się coś, co mogłoby odwieść zarząd miasta od tego tragicznego planu. Niestety, do końca grudnia nie wydarzyło się kompletnie nic, co pomogłoby udowodnić Tytanom ich “przydatność”. Lider drużyny powoli zaczynał przyzwyczajać się do myśli, że to mogą być jego ostatnie trzy miesiące spędzone z przyjaciółmi w wieży.

Z tego powodu bardzo zdziwiła go wiadomość, którą otrzymał od Raven w trzeci dzień nowego roku. Znalazł na swoim biurku starannie złożony liścik, w którym przyjaciółka prosiła, by kwadrans po północy nastolatek pojawił się na dachu, ponieważ miała mu do przekazania bardzo ważną informację. Pochyłe i krzywe pismo, które tak bardzo różniło się od starannie kaligrafowanych przez nią zazwyczaj liter podpowiedziało chłopakowi, że Rae musiała bardzo się spieszyć w trakcie tworzenia liściku, który zaraz po przeczytaniu zapłonął fioletowym płomieniem i rozpłynął się w powietrzu. Treść wiadomości i sposób jej dostarczenia na tyle zaintrygowały lidera, że o umówionej porze stanął na dachu wieży T, ubrany w grubą puchową kurtkę.

Raven czekała na niego, owinięta szczelnie zimowym płaszczem. Z nabożnym skupieniem wpatrywała się w rozgwieżdżone niebo.

— O czym chciałaś mi powiedzieć? — Stanął obok niej, wbijając zziębnięte ręce w kieszenie kurtki. Zima była w tym roku wyjątkowo ostra.

— Daj mi jeszcze dwie minuty, muszę najpierw coś znaleźć. — Nie patrząc na niego, machnęła przed sobą dłonią, posyłając w eter fale czarnej energii, które w mroźnym powietrzu rozprzestrzeniły się dookoła nich. Po kilku chwilach wskazała coś daleko przed sobą. — Patrz.

Robin wytężał wzrok jak mógł, lecz przez pierwsze kilka minut nie był w stanie nic dostrzec. Dopiero po dłuższej chwili dostrzegł cienkie, białe linie, które powoli wyłaniały się na tle nieba, łącząc poszczególne gwiazdy w konstelację, której do tej pory nie widział.

— Co to jest? — zapytał, zaskoczony. Gwiazdy zaczęły świecić coraz mocniejszym blaskiem.

— Wygląda mi to na nowo powstałą konstelację. — Raven zerknęła na niego spod kaptura. Odwzajemnił to spojrzenie.

— To kruk, mam rację?

— Też mi się tak wydaje. — Zrzuciła kaptur z głowy, a dawno nie ścinane włosy posypały się na jej ramiona. — Odkryłam to rok temu. Dokładnie o tej konkretnej godzinie gwiazdy reagują na moją magię i świecą tak przez następne dwadzieścia minut. Potem linie znikają i nie jestem w stanie ich przywołać aż do następnego roku.

— No dobrze, to podejrzane. Nigdy ci się nie zdarzało nic takiego z innymi konstelacjami, prawda? — zapytał dla pewności Robin, próbując znaleźć na niebie kolejne gwiazdozbiory. Niestety, bez linii pomocniczych w postaci mocy Raven nie był w stanie tego zrobić.

Dziewczyna zaprzeczyła ruchem głowy.

— Tym razem jest też inaczej niż ostatnio. Wtedy pojawiły się tylko linie, a teraz… — Nie musiała kończyć, ponieważ chłopak doskonale wiedział, co miała na myśli. Gwiazdy nowej konstelacji rozświetlały nocne niebo, przyćmiewając blask innych gwiazd. By jeszcze trochę udziwnić sytuację, zaczęły one zmieniać kolor na fioletowy.

— Ok, to z pewnością kruk. — Robin wlepił wzrok w dziwne zjawisko nad ich głowami. — Ale co to może znaczyć?

— Nie wiem, ostrzeżenie? — Córka demona wzruszyła ramionami, siadając po turecku w powietrzu.—- Równie dobrze może to być też prośba o pomoc czy znowu jakieś przepowiednie dotyczące twojego ojca. — Robin zerknął na czakrę na czole przyjaciółki. Dziewczyna uchwyciła jego zmartwione spojrzenie.

— Spokojnie, to nie on. W dalszym ciągu słyszę, jak mi się odgraża za zamknięcie go w krysztale. Gdyby coś knuł, zamknąłby się chociaż na pięć minut, by obmyślić jakiś sensowny plan. Poza tym nie wiadomo mi nic na temat tego, by panował nad gwiazdami lub miał w zanadrzu jeszcze jakieś przepowiednie. — Uśmiechnęła się kącikiem ust, by uspokoić trochę przyjaciela. Przez fioletową poświatę wyglądała jeszcze bardziej blado i tajemniczo niż zazwyczaj.

— Skoro tak twierdzisz… Ale w takim razie, kto to może być i czego od nas chce? — Lider przykucnął i zgarnął dłonią trochę śniegu. Ulepił śnieżkę, którą zaczął podrzucać. Zawsze musiał się czymś bawić, kiedy intensywnie myślał. To pomagało mu się skupić.

Przez dłuższą chwilę trwali w ciszy, obserwując gwiazdy i zastanawiając się wspólnie nad problemem, jednak do niczego konkretnego nie udało im się dojść.

— A może po prostu za bardzo się przejmujemy? - zasugerował w końcu Robin, podnosząc się do pozycji stojącej. Przyjaciółka rzuciła mu zaskoczone spojrzenie. — Równie dobrze może to być jakieś dziwne zjawisko, które powstało w naturalny, na razie dla nas niewytłumaczalny sposób.

— Serio w to wierzysz? — rzuciła ironicznie Rae, zakładając pasmo włosów za ucho. — Poza tym to może być coś dla nas naprawdę ważnego. — Uśmiechnęła się krzywo, widząc pytające spojrzenie Robina. — Wiem o planach wyburzenia wieży. Jeśli mamy uratować nasz dom i drużynę, powinniśmy się modlić, by to było coś wartego naszej ingerencji.

Lider westchnął, przecierając oczy dłonią.

— Nie wiem, jak ty to robisz, ale jeśli znajdę gdzieś w swoim stroju doczepiony podsłuch, to cię kopnę — zagroził.

— Możesz mnie nawet teleportować do piekła, ale za chwilę, ok? Na razie mamy inne rzeczy do roboty. — Wskazała palcem niebo. — To jest coś nowego.

Linie, które utworzyły konstelację kruka, zaczęły powoli odłączać się od blednących na niebie punktów i ruszyły w stronę gwiazdy, która była dziobem ptaka. Gdy do niej dotarły, gwiazda rozbłysła rażącym blaskiem. Na kilka sekund w Jump City zgasły wszystkie światła, a gorąca kula rozświetliła niebo niczym słońce. Błysk znikł tak szybko, jak się pojawił, a kiedy oczy dwójki bohaterów ponownie przyzwyczaiły się do ciemności, dostrzegli spadającą gwiazdę, która zmierzała prosto w stronę wieży T.

— No, można to uznać za dostateczne ostrzeżenie. — Chłopak wyciągnął z kieszeni paska komunikator, by ostrzec resztę Tytanów, lecz towarzysząca mu dziewczyna powstrzymała go ruchem dłoni.

— Mamy trzeci stycznia — wyszeptała, patrząc mu wyczekująco w oczy.

— Owszem, i co z tego?

— Albo będziemy mieć poważne kłopoty, albo ktoś tu przyszedł domagać się imprezy urodzinowej — odparła tajemniczo córka demona, wpatrując się w ognistą kulę, która dokładnie w tej samej chwili rozbiła się u stóp mieszkania Młodych Tytanów. Poderwała się do lotu, stworzyła za pomocą magii platformę, na którą wskoczył towarzyszący jej nastolatek, po czym oboje polecieli w stronę miejsca, w którym gwiazda zetknęła się z ziemią.




Dzień doberek, moi drodzy, nikt się mnie tu nie spodziewał. To miała być ta super fajna historia, którą zapowiadałam na końcu poprzedniego roku. Miały być znaki zodiaku, walka, Aris, Tytani, cuda na kiju. Ale przyznajcie, że przecież o wiele lepszym pomysłem jest reaktywowanie Shadows Of Love niż jakieś tam kolejne wymysły :D. Stąd zmiana szablonu. A, no i nie będzie się to opierało wyłącznie na Wallym i Jinx jak ostatnio, tylko troszkę pokombinujemy.
Tzn. jak już ruszę tyłek i zacznę coś pisać. Ale spokojnie, od jutra zaczynam studia, przede mną masa czasu :D. Trzymajcie się!
Credits
© DESIGN BY ARIS CARMEN LIGHT. ALL RIGHTS RESERVED.